czwartek, 29 maja 2014

prolog

Jestem zmęczona trwaniem tu, stłumiona przez wszystkie me dziecięce lęki. I jeżeli musisz odejść, pragnę, byś po prostu odszedł. Ponieważ Twoja obecność wciąż tu ciąży. I nie zostawi mnie w spokoju. [...] Zwykłeś mnie urzekać, swym niesamowitym blaskiem. Ale teraz jestem związana przez życie, które mi pozostawiłeś. Twoja twarz nawiedza, niegdyś moje najprzyjemniejsze sny. Twój głos wypędził ze mnie cały rozsądek.
Tak mocno próbowałam wmówić sobie, że odszedłeś. I chociaż wciąż jesteś ze mną, przez cały czas byłam samotna.


Ale jestem tylko człowiekiem i krwawię, gdy upadnę. Łamię się i zapadam. Twoje słowa w mej głowie, noże w mym sercu. Podnosisz mnie na duchu i rozklejam się. Bo jestem tylko człowiekiem.

Jestem zmęczona, robię się coraz starsza. Staję się słaba każdego dnia. Topię się a ty kradniesz każdy mój oddech. Zabierz mnie daleko i po prostu... Połóż się przy mnie w cienistej wodzie. Przy mnie, gdzie słońce oświetla stal. Połóż się przy mnie w głębokiej wodzie. Przy mnie, gdzie promyk nadziei nie gaśnie...

Myślę, że najgorszą częścią tego wszystkiego nie było to, że straciłam jego.
Tylko to, że zgubiłam siebie...


Dziewczyna skuliła się jeszcze bardziej słysząc wrzask. Schowała twarz w dłoniach i zaszlochała cicho. Wzdrygnęła się, gdy szklany wazon roztrzaskał się na tysiące kawałków. Niepewnie spojrzałam na mężczyznę i zachłysnęła się powietrzem. Jeszcze nigdy nie był tak wściekły. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że był o nią chorobliwie zazdrosny. Żaden chłopak nie mógł na nią spojrzeć a co dopiero porozmawiać. Przykucnął przy niej i złapał ją za twarz. Dziewczyna jęknęła cicho. Wiedziała, że to zaboli. Przymknęła oczy i zacisnęła dłonie w pięści.
-Spójrz na mnie suko.- warknął mężczyzna. Blondynka spojrzała w jego zimne oczy. Nienawidziła ich. Jej oddech był szybki i urywany. Wiedziała, ze czekają ją konsekwencje za to co zrobiła. Ale jakoś nie interesowało jej to w tamtej chwili. Po chwili poczuła palący ból na twarzy. Odwróciła głowę i delikatnie dotknęła policzka. Była pewna, że pozostanie ślad. Oblizała spierzchnięte wargi i po chwili poczuła w ustach charakterystyczny metaliczny smak. Dotknęła ust i spojrzała na swoje palce. Na ich czubkach znajdowała się czerwona ciecz. Spojrzała na starszego mężczyznę i przełknęła głośno ślinę. Stał nad nią i uśmiechał się kpiąco. Zamknęła oczy i czekała na cios. Zamiast tego usłyszała trzask, upadającego metalu. Po chwili otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju. Była sama. Na podłodze leżały natomiast nieśmiertelniki należące do mężczyzny. Wzięła je w dłonie i ścisnęła mocno. Wyszedł. Zostawił ją. Po raz kolejny. Poczuła łzy spływające po jej zimnych policzkach. Wstała i zachwiała się lekko. Po raz kolejny zraniła jego. Zacisnęła usta i rzuciła nieśmiertelnikami o podłogę. Miała dość bycia pod jego kontrolą. Ale nic nie mogła z tym zrobić. Bo była za słaba by od niego odejść. Zasłoniła usta dłonią by nie wyrwał się z nich szloch. Nie chciała by wiedział, że doprowadził ją do takiego stanu. Nie chciała dawać mu tej satysfakcji. Upadła na kolana. Doprowadził ją na skraj. Na skraj, gdzie nie było niczego innego niż tylko łzy. Od przeszło kilku tygodni każdy dzień kończył się tak samo. Kłótnia, cios i jej łzy. Już nawet nie przepraszał. Nie widział w tym sensu. Ona udawała, że wszystko jest w porządku. Nakładała na twarz makijaż i swój najlepszy uśmiech. Nie chciała by ktokolwiek się martwił. Nie chciała by przyjaciele zaczęli coś podejrzewać. Mimo każdego uderzenia, każdej rany kochała go. Kochała go i to ta miłość ją niszczyła. Była jak narkotyk. Tak samo niszczyła ją od środka, i tak samo trudno było to, ot tak rzucić. Przymknęła swe puste, niebieskie oczy i pozwoliła łzą płynąć. Nie miała już nawet sił udawać przed samą sobą. Nie mogła tak dłużej. Skuliła się i zaszlochała cicho. Modliła się w duchu by to wszystko się skończyło. By umarła. Bo nie miała odwagi go zostawić. Spojrzała niewidzącym wzrokiem na ich wspólne zdjęcie i zacisnęła sine usta. Nienawidziła siebie za to czym się stała. A jeszcze bardziej jego, za to, że pomógł jej w tym. Uciekłaby ale nie miała do kogo. Nie miała już nikogo. Oparła skroń o zimną, pożółkłą ścianę i zacisnęła oczy. Nie miała już dla kogo być. Wzięła głęboki wdech i zaszlochała żałośnie. Nie wiedziała ile już płakała. Pięć minut, trzydzieści minut, godzinę. Czuła natomiast, że opada z sił. Spojrzała ponownie na nieśmiertelniki i wbiła paznokcie w delikatną skórę na nadgarstkach. Po chwili nie było już niczego. Nastała ciemność.
_____________
Witam na nowym fanfiction, tym razem o Zaynie. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę o szczere komentarze. Do następnego